Immigration and Employment Services

Artykuły prasowe Archiwum

NA POMOC! TAM NASZYCH BIJĄ! - Gazeta „Życie" 09.02.2010

Do tych tytułowych zawołań można sprowadzić stymulacje, które w ostatnim tygodniu pojawiły się w niektórych środowiskach polonijnych. Ich zadaniem jest uruchomienie „pospolitego ruszenia” niosącego pomoc 'krzywdzonym” polskim turystom. Akcję uznałam za na tyle ważną, że na chwilę odstąpiłam od kontynuacji cyklu „Fakty i mity...” Jesteśmy w pewnym sensie świadkami czyjejś przykrej przygody na lotnisku, która powinna być świetną lekcją dla wszystkich turystów przyjeżdżających do Kanady oraz dla oczekujących na nich krewnych.

O co chodzi w tym wołaniu o pomoc? Otóż w drugiej połowie stycznia urzędnicy imigracyjni nie przepuścili przez bramkę lotniska w Toronto pewnej turystki z Polski, podejrzewając ją o przyjazd do pracy. Podpórkę dla takiego zarzutu stanowiło domniemanie, że kobieta ta pracowała na czarno w czasie poprzedniej wizyty. To posądzenie było chyba na tyle trudne do obalenia przez Polkę, że urzędnicy imigracyjni nie chcieli się zgodzić na inne opcje niż jej powrót do kraju. Ale oczywiście na to ona nie przystała. W tych okolicznościach, zgodnie z prawem i przyjętą praktyką, taki turysta jest zamykany w areszcie na lotnisku i czeka tam do rozprawy sądowej, na której usłyszy czy, na jak długo i na jakich warunkach może pozostać w Kanadzie, czy niestety musi ją niezwłocznie opuścić.

Z doświadczenia wiemy, że starania o zmianę decyzji muszą być podparte bardzo mądrymi, wiarygodnymi uzasadnieniami oraz przyrzeczeniem wyjazdu w określonym przez immigration terminie. Gwarancją tego zobowiązania jest wpłacenie kaucji przez stałego rezydenta Kanady wykazującego się nie tylko posiadaną kwotą, ale także odpowiednią wysokością dochodów i aktualnym rozliczeniem z urzędem podatkowym. Poręczyciel wypełnia odpowiedni formularz i musi być świadom, że wszystkie podane w nim dane muszą być prawdziwe. Wytaczanie wielkich armat społecznej interwencji działaczy, polityków i wielkiej kampanii protestacyjnej nie ma w tym miejscu sensu , znaczenia i w zasadzie uzasadnienia. Taka akcja może być wręcz potraktowana jako bardzo niepoważny gest wykazujący brak znajomości prawa i procedur imigracyjnych. Osobiście odradzam używanie ciężkiego sprzętu w takich okolicznościach i walenie nim w urząd imigracyjny.

Istotnym jest pytanie czy w ogóle warto czynić kroki „odwoławcze” mając w perspektywie zatrzymanie w areszcie, sąd i ewentualnie uzyskanie w końcu pozwolenia na bardzo krótki pobyt? Na pewno warto. Byle czynić je bardzo prawidłowo i rozsądnie. Zawsze jest duża szansa na wygranie. Chociaż w takich okolicznościach wiza będzie krótka, to wywiązanie się z jej warunków pomoże przy kolejnej podróży do Kanady, bo dany turysta będzie traktowany jako człowiek postępujący zgodnie z prawem.

Na pewno zawsze trzeba przygotować przylatujących gości do spotkania z urzędnikiem imigracyjnym, o co warto poprosić dobrego, koniecznie licencjonowanego, doświadczonego doradcę imigracyjnego.

Powrót do archiwum

Pic 2
Pic 1